DOSSIER № 1406-2026 / KA
Kawa dawno wystygła. Przede mną sterta odtajnionych raportów, schematy stoczni i mapy zatopionych wraków na dnie Bałtyku. Pisanie thrillera szpiegowskiego to nie tylko romantyczne stukanie w klawiaturę. To brudna robota w archiwach. Szukanie igły w stogu siana.
Pierwszy szkic powieści o agencie ukrytym pod kryptonimem Cichy napisałem na początku roku. Ale dopiero teraz nadszedł czas na ostateczne szlify. I zderzenie wyobraźni z twardymi historycznymi faktami. A te potrafią mocno zaskoczyć.
Spędziłem dziesiątki godzin w cyfrowych czytelniach. Przekopywałem amerykańskie oraz niemieckie zbiory akt wojskowych. Zależało mi na absolutnym realizmie. Jak precyzyjnie działała łączność radiowa z agentami w terenie? Jakie komunikaty BBC puszczało dla francuskiego ruchu oporu? Znalazłem autentyczne kody. Zdanie o tym, że marchewki są ugotowane, brzmi jak kulinarny bełkot. I dokładnie o to chodziło. Dla spadochroniarzy był to sygnał do rozpoczęcia zrzutów broni. Czysta poezja wojennego kamuflażu.
Potem wszedłem w techniczne bagno. Ślęczałem nad dokumentacją nazistowskich projektów zbrojeniowych. Rozkładałem na czynniki pierwsze logistykę przerzutu części rakiet V2 przez polski wywiad. Akcja z Sarnak to gotowy scenariusz na wielkie kino. Partyzanci dosłownie pod nosami wroga kradli technologię, która miała rzucić aliantów na kolana. Analizowałem też współczesne mapowanie dna morskiego pod kątem okrętów podwodnych. Czysty obłęd.
Więc sprawdzam każdy detal. Od zapachu smaru w portowych dokach przedwojennej Gdyni po brutalne reguły obsługi martwych skrzynek kontaktowych. Buduję ten świat od podstaw. Bohater mojej książki gra na kilku szachownicach jednocześnie. Jego otoczenie musi być perfekcyjnie realistyczne. Jeden błąd badawczy i czytelnik od razu wyczuje fałsz. Zbieram materiały i szlifuję strukturę do skutku.
Gdy tylko rękopis dojrzeje do druku, dowiecie się o dacie premiery jako pierwsi.
A wy jakie historyczne zagadki z tamtych lat lubicie zgłębiać najbardziej?